viernes, 23 de julio de 2021

Jeżyk samolub

Jak wiecie, kochane dzieci…

Samoluby to bardzo, ale to bardzo niemiłe stworzenia. Gdy któregoś dnia spacerowałam po lesie, podleciał do mnie rudzik i opowiedział mi historię jeżyka samoluba. Jeżyk mieszkał w lesie wraz z wieloma innymi zwierzakami. Mimo to nie miał przyjaciół, gdyż był taki nieznośny, że odstraszał wszystkich, którzy się do niego zbliżaliPewnego razu spotkał na ścieżce leśną wróżkę, a ta poprosiła go o pomoc:

-Jeżyku, bądź tak dobry i daj mi trochę swojego pożywienia. Nic dziś nie jadłam i jestem bardzo głodna.-

Jeżyk miał w swojej kryjówce kopkę pysznego jedzonka, nie chciał się nim jednak z nikim dzielić.

-Przykro mi, ale nie mogę się podzielić z Tobą moim jedzeniem. Mam zapas tylko dla siebie i jeśli dam Ci trochę, będę chodził z pustym brzuchem zanim nie nazbieram kolejnego stosiku.

- Jesteś bardzo niemiłyNależy Ci się nauczka!-pomyślała czarodziejka-. Odtąd za każdym razem, gdy będziesz samolubem, wypadnie Ci jedna igiełka- zaczarowała jeżyka i odeszła w milczeniu.

Nazajutrz spacerując po ścieżkach nieopodal swojej nory napotkał wiewiórkę, która wyglądała na bardzo zmartwioną. Nie miał ochoty na rozmowę z rudowłosą koleżanką, ale wiewiórka zbliżyła się w podskokach tak szybko, iż nie zdążył schować się pod jakieś drzewo, żeby uniknąć spotkania.

-Dzień dobry, jeżyku. Potrzebowałabym pomocy. Muszę zanieść żołędzie moim dzieciom, ale dziś bardzo bolą mnie łapki. Czy pomógłbyś mi przenieść żołędzie na Twoim grzbiecie?

-Wybacz, wiewiórko,ale nie mogę Ci użyczyć moich cennych pleców, są zbyt wrażliwe. Zapewne byłbym bardzo zmęczony, a zmęczony kiepsko śpię. Na pewno znajdziesz pomoc wśród naszych leśnych sąsiadów. Jest tu dużo silniejszych ode mnie zwierząt.-

Pierwsza igiełka jeżyka upadła na liście.

-Och, jeżyku…-westchnęła z przykrością wiewiórka, podniosła igiełkę, schowała pod swoim futerkiem i oddaliła się natychmiast w poszukiwaniu innego pomocnika.

Jeżyk był tak zajęty samym sobą, że nie zauważył zupełnie upadającej igiełki. Niczym nie zmartwiony kontynuował spacer. Po kilku chwilach zza drzewa wychylił się krecik.

-Jeżyku, pomóż mi, proszę. Zraniłem sobie nosek i nie mogę się wkopać z powrotem do mojego podziemnego tunelu. Czy przyniósłbyś mi trochę rozmarynu, abym mógl opatrzyć ranę?

-Spieszę się bardzo, krecie. Mam niestety mnóstwo spraw na głowie. Nie mogę pójść po rozmaryn, to zbyt czasochłonne.

Druga igiełka jeżyka upadła na mech. Krecik wziął igiełkę w łapki, odwrócił się i ponowił prośbę kierując się w stronę dobiegającego właśnie jelonka, który niezwłocznie pobiegł po leczniczą roślinę.

Jeżyk oddalil sie czym prędzej i nieświadomy utraty kolejnej igiełki powędrował dalej. Przebierając jeżykowymi nogami dotarł do nory zająca. Ten siedział zmartwiony tuż obok i gdy tylko zobaczył jeżyka, rzekł:

-Jeżyku, moją norę zalał deszcz. Cała jest mokra i ja od uszu po ogonek jestem przemoczony. Czy mógłbyś mnie do siebie przyjąć, póki mój domek i moje futerko się nie wysuszy?

-Nie dam rady, zającu. Moja jamka jest bardzo mała. W dwójkę byłoby nam bardzo niewygodnie. Jestem pewien, że znajdziesz lepsze legowisko wśród innych leśnych sąsiadów.

Trzecia igiełka upadła na ziemię.

-Oj, jeżyku…jęknął zając, podniósł igiełkę, schował za ucho i zasmucony poszedł szukać schronienia gdzie indziej.

Jeżyk wzruszył ramionami i beztrosko podreptał dalej. Mijały dni i tygodnie. Jeżyk był ciągle nieżyczliwy i gdy tylko miał okazję pokazać, jakim jest samolubem, robił to bez wahania. Tymczasem igiełki wypadały jedna po drugiej i wkrótce nie została mu już ani jedna. Niedługo potem zbliżył się do jeziora, które znajdowało się na samym środku lasu. Pochylił się nad wodą i krzyknął wystraszony tym, co ujrzał.

-Jeny! Co się stało z moimi igiełkami! Wszystkie wypadły! Bez igiełek nie będę miał się jak bronić, a w zimę będzie mi zimno!-

Zrobiło mu się bardzo smutno. Usiadł na brzegu i zaczął głośno szlochać. Jego łkanie usłyszały leśne zwierzęta. Powoli wszyscy zaczęli wychodzić ze swoich kryjówek, po czym zbliżyli się do jeżyka.

-Dlaczego płaczesz?-spytał niedźwiedź.

-Ach, niedźwiedziu, wstyd mi o tym mówić. Zgubiłem wszystkie moje igiełki. Byłem takim niemiłym sąsiadem, że teraz sam będę musiał poszukać mojego igiełkowego płaszcza. Jest mi bardzo smutno.

-Jeżyku, ja schowałem jedną z igiełek i chcę, żebyś ją przyjął z powrotem. Oto ona- powiedział niedźwiedź.

-Jeżyku, ja również mam jedną. Proszę, to dla Ciebie-odpowiedziała wiewiórka.

-A to igiełka, którą ja znalazłem-powiedział kret.

Wszystkie leśne zwierzęta podchodziły kolejno do jeżyka, aby zwrócić mu jego zgubę. Jeżyk dziękował z pochyloną ze wstydu głową, a jego oczy pełne były łez.

W mig odzyskał wszystkie igiełki, nie wiedział jednak, jak mógłby sprawić, by wróciły na swoje miejsce. Leśna wróżka, widząc jeżyka i jego leśnych sąsiadów bardzo się ucieszyła. Podfrunęła do igiełek i odwróciła zaklęcie. Wszystkie igiełki wróciły natychmiast na grzbiet jeżyka.

-Dziękuję wróżko, dziękuję Wam leśni przyjaciele. Bardzo źle się zachowałem, a Wy mimo to nie odwróciliście się ode mnie. Od tej pory zawsze, gdy będziecie potrzebować mojej pomocy, możecie na mnie liczyć.-

Rudzik powiedział mi, że od tegoż wydarzenia jeżyk stał się bardzo uczynny i zawsze chętnie spieszy z pomocą wszystkim leśnym przyjaciołom.

miércoles, 14 de julio de 2021

Złota Rączka: Super Micha cioci Sardyny

W Złotej Rączce, w domku nad rzeką, mieszkały narzędzia. Wygodnie ułożone sypiały w drewnianej skrzynce. Bardzo się ze sobą zaprzyjaźniły i zawsze służyły sobie wzajemnie pomocą. W domku mamy, taty, Tomka, Dorotki i ich zwierzaków ciągle było coś do roboty.

Dziś...

Dziś rano Tomka i Dorotkę obudziło szczekanie Freda. Wyskoczyli z łóżek i pobiegli do kuchni. Na stoliku stało pięć filiżanek. Pięć, a więc ktoś przyjechał w odwiedziny!! Ciocia Sardyna (tak zwali ciocię Sandrę w rodzinie) pogwizdując siedziała w ogrodzie z rękami w glinie lepiąc miseczki. W Złotej Rączce ogłoszono wystawę: «Super extra śniadaniowa miseczka! Zapraszamy wszystkich do udziału!». Sardyna uwielbia tworzyć kubeczki, miseczki i wszelkiego rodzaju domowe cudeńka!

-Tak, to coś dla mnie!! Wyczaruję super michę!- wykrzyknęła czytając ogłoszenie w gazecie.

Ubrała zwinnie jej pomarańczowe buciorki, nałożyła żółty kask, włożyła do plecaka kilka ważnych rzeczy (o rany, włożyła też doniczkę z pietruchą, żeby jej nie było smutno samej w domu!!) i wyruszyla rowerem z przyczepą do domku nad rzeką. Dlatego właśnie Sardyna wypełnia dziś ogródek miseczkami: chce wybrać najfajniejszą na wystawę. Na trawie miseczki, na ławce miseczki, na chodniczku miseczki, na drzewku agrestowym też miseczki!!! Kochana szalona ciocia Sardyna!

-Najsuperhiperfajniejsza miseczka w caaaałym ogródku!- oznajmiła radośnie wskazując na zielono niebieską miseczkę z dwoma uszkami.

Wymachując dumnie miseczką przykuła uwagę kota Pioruna. Piorun padł na miseczkę, ale po nieudanej próbie zjedzenia swojej ofiary ze zniechęceniem uciekł pod krzaczek.

-O nie!!Moja super micha stłuczona!!Co teraz??- krzyknęła.

Tomek i Dorotka wraz z tatą pobiegli do skrzynki. Czy znajdzie się tu coś, co uratuje miseczkę?

-Kropelka, dziś kolej na Ciebie!Musisz pomóc Sardynie!!- powiedział śrubokręt do kleju leżącego obok.

-Taaaak jest!!!Już się kleję do michy!!- Odpowiedział podskakując w szufladzie.

-Tato, może tym klejem spróbujemy?- spytała Dorotka.

-Tak, kropelka powinna dać sobie radę z ranną miską!- odpowiedział tata.

Klej spisał się na medal, miseczka w mig była cała i była jeszcze bardziej oryginalna niż wcześniej!!Miała taki mozaikowy wygląd!

-Oooo, dziękuję za uratowanie michy!- powiedziała Sardyna do kropelki.

Kochana szalona ciocia Sardyna nie usłyszała, jak klej klejowym językiem odpowiedział:

-Służę pomocą, bardzo mi miło, lubię sie kleić-

Super micha była naprawdę super. Na wystawie pięknie wyglądała wśród innych super miseczek śniadaniowych.

Co za udany dzień!


sábado, 10 de julio de 2021

Złota Rączka: Znudzony chomik

W Złotej Rączce, w domku nad rzeką, mieszkały narzędzia. Wygodnie ułożone sypiały w drewnianej skrzynce. Bardzo się ze sobą przyjaźniły i zawsze służyły sobie wzajemnie pomocą. W domku mamy, taty, Tomka, Dorotki i ich zwierzaków ciągle było coś do roboty.

Dziś...

Gumowce na nogi i w drogę! Las czeka! Misja: jagody! Najpyszniejsze leśne owoce! Od samego rana Dorotka, Tomek i ich rodzice dreptali po leśnych ścieżkach w poszukiwaniu fioletowych, soczystych kuleczek.

-Mamo, tato, zobaczcie!Mamy już pełny słoik- Wykrzyknęli chórem Tomek i Dorotka tak głośno, że przebudzili śpiocha jeżyka, który w swojej norze przewrócił się na drugi bok, przytulił się do liści i ponownie zasnął.

-Brawo!- Odpowiedzieli rodzice! -Zrobimy dżem jagodowy, jagodzianki, pierogi z jagodami i kompocik jagodowy!-

Na obiad mama, tata, Tomek i Dorotka wrócili do domu. Wszyscy miło spędzili czas. No, może prawie wszyscy...

-Mamo, chomik chyba jest nie w sosie, nawet noska spod trocin nie wysunął, odkąd wrócilismy- powiedziała Dorotka.

-Hmm, moze nasz nowy lokator sie nudzi? Zbudujmy Chomczorkowi zabawodom, co wy na to?- spytała mama.

-Tak! Zabawodom dla chomika Chomczorka!- krzyknęły z radością dzieci.

-Skrzynka, koniec popołudniowej drzemki! Chomik Chomczorek się nudzi! Młotek, gwoździe, czas się wziąć do pracy!- krzyknęła reszta skrzynkowych przyjaciół.

-Dorotka, śmigaj na dwór z tatą po kilka deseczek. Tomek, my w międzyczasie idziemy po narzędzia- powiedziała mama.

Deseczki, gwoździe i młotek spisali się na medal. Drabinka,  ścianka, mostek, domek z daszkiem i zabawodom był gotowy!! Chomczorek biegał z domku z daszkiem na mostek, z mostku na drabinkę, z drabinki radośnie pędził jak torpedka, czasem lądował z noskiem na ściance i fru, dalej fikołkował szczęśliwy po swoim nowym zabawodomku. Teraz już nikt w domku nad rzeką nie będzie się nudził!

Co za udany dzień!

 

Złota Rączka: Zegar słoneczny

W Złotej Rączce, w domku nad rzeką, mieszkały narzędzia. Wygodnie ułożone sypiały w drewnianej skrzynce. Bardzo się ze sobą przyjaźniły i zawsze służyły sobie wzajemnie pomocą. W domku mamy, taty, Tomka, Dorotki i ich zwierzaków ciągle było coś do roboty.

Dziś...

Tomek i Dorotka bardzo wcześnie wyskoczyli z łóżek. W lato nie warto długo spać, szkoda takiej fajnej pogody! Przebiegli przez kuchnię, cmoknęli mamę i tatę, nalali sobie mleka do szklanek i wybiegli do ogrodu. Kocur Piorun wojował tam ze zraszaczami i z ptakami, które przylatywały podkraść jakiegoś owocowego przysmaku.

-Tomek, ale tu pusto, zobacz- Dorotka wskazała kawałek ziemi, na której nic tego lata nie urosło.

-No, łyso trochę. Może byśmy coś tam zrobili? Tylko co?- zapytał Tomek.

-A może zegar słoneczny?- zaproponowała Dorotka.

-O, to jest pomysł!-ucieszył się Tomek.

-Mamo, tato, jak zrobić zegar słoneczny?-krzyknęły głośno dzieci w kierunku rodziców.

-Możemy użyć pnia drzewa, który leży w ogrodzie od jakiegoś czasu. Pewnie mu się nudzi i z przyjemnością posłuży nam za tarczę- powiedział tata.

-To ja wyjmę skrzynkę-dodała mama.

-Kasiu, Tomku, dziś potrzebujemy również cyrkla i linijki!-

-Już lecimy je przynieść!-

Cyrkiel i linijka świetnie się spisali. Zegar był nakreślony w mgnieniu oka.

-Dłut, młotek, teraz pora na Was!-krzyknęli chórem skrzynkowi koledzy.

Narzędzia również doskonale wykonały swoją część, a tata wyrzeźbił wraz z nimi wspaniały zegar słoneczny.

-Brakuje nam jeszcze gnomona- 

-A co to takiego?- Spytały zaskoczone dzieci.

-To wskazówka zegara słonecznego-wytłumaczył tata.

-Zróbmy gnomona z pręcika.-zaproponował Tomek

-Bardzo dobry pomysł!-zareagowała mama.

Pień prezentował się jednorazowo, a pręcik dumnie wskazywał godziny. Tomek i Dorotka z zadowoleniem spoglądali na zegar słoneczny, który fantastycznie wypełnił pusty ogrodowy kącik.

Co za udany dzień!

Złota Rączka: Skarb taty i półeczka

W Złotej Rączce, w domku nad rzeką, mieszkały narzędzia. Wygodnie ułożone sypiały w drewnianej skrzynce. Bardzo się ze sobą przyjaźniły i zawsze służyły sobie wzajemnie pomocą. W domku mamy, taty, Tomka, Dorotki i ich zwierzaków ciągle było coś do roboty.

Dziś...

Ołjee! Rodzice mieli trochę czasu dla siebie! Zrobili sobie super rodzicowy plan: najpierw poszli na sok porzeczkowy na Plac Soków przy Teatrze Lalek a potem na spacer po targu. Po targowej przechadzce wyruszyli w kierunku rzeki.

-Dawno nie zbierałem kamyków. A przecież bardzo lubię kamyki! Dziś więc pora na poszukiwanie nowych kamiennych zdobyczy!- oznajmił rozemocjonowany tata.

-Dobrze, poszukajmy nowych kamyków do Twojej kolekcji- zgodziła się mama.

-O jeny! Ile tu jest kształtów i kolorów! Pójdę po taczkę do domu!- zasugerował tata.

-Mój drogi, musimy Ci zmierzyć temperaturę. Chyba masz dziś gorączkę. Taczkę! Ani mowy! – parsknęla śmiechem mama. -Jak na dziś jedna torebka wystarczy-

-No dobrze, niech tak będzie-przytaknął tata.

W domu mama i tata rozpakowali najświeższe zdobycze.

-Ale niesamowite kamienie! I jak ich dużo!-krzyczały rozradowane dzieci.

-Tylko gdzie my teraz ulokujemy tą nową kolekcję?-zmartwił się tata.

-Przydałaby się nowa półeczka!-rzuciła mama.

-Właśnie, półka załatwi kłopot! Do dzieła! Dorotka, Tomek, dawajcie po skrzynkę!-powiedział zadowolony tata.

-Koledzy, raz dwa, potrzebna nasza pomoc!-dały znać narzędzia.

Pierwsza w ruch poszła poziomica i ołówek. Bez nich półka byłaby krzywa, a z krzywej półki kolekcja wylądowałaby na dywanie! Potem Tomek przyniósł z piwnicy deskę. Tata zrobił kilka otworów w półeczce i w ścianie. Wkrętki, kołki i oporniki też się dzielnie spisały. Razem z wiertarką w mig przymocowały półkę do ściany.

-No to gotowe! Możemy ulożyć na półce nowa skalną kolekcję!

Co za udany dzień!

 

 

 

 

Złota Rączka: Pokaz mody

W Złotej Rączce, w domku nad rzeką, mieszkały narzędzia. Wygodnie ułożone sypiały w drewnianej skrzynce. Bardzo się ze sobą przyjaźniły i zawsze służyły sobie wzajemnie pomocą. W domku mamy, taty, Tomka, Dorotki i ich zwierzaków ciągle było coś do roboty.

Dziś...

Dorotka i Tomek poszli na strych. Strych jest ekstra!Wszystkie popsute rzeczy są na strychu! Wszystkie stare rzeczy są na strychu!Wszystkie rzeczy, których się nie używa, są na strychu! Wyobraźcie sobie, co tam można odkryć! Strych to najfajniejszy pokój w całym domu!

Na strychu jest kufer. W kufrze są stare ubrania babci, stare ubrania dziadka, są nawet ubrania prababci! Kardigan, kamizelka, garsonka, kożuch, palto, peleryna, szlafrok, beret, melonik, krawat i apaszka. Takie cacka! Można zrobić pokaz mody! Rewia na środku strychu!

-Tato, mamo, pomożecie zrobić wybieg?-wykrzyknęli Dorotka i Tomek.

-Jedną chwilę, lecę po skrzynkę!- krzyknął tata.

-Taśma, nożyczki, do dzieła! Potrzebny wybieg na strychu! -dała znać reszta narzędzi.

-Przykleimy długi kawałek taśmy równolegle z obu stron- oznajmili rodzice.

Mama przytrzymała taśmę z jednej strony, Tomek i Dorotka kleili taśmę do podłogi, a tata przykleił drugi koniec.

-Spójrzcie, tutaj jest strzępek żółtego materiału. Wytnijmy z niego gwiazdy i przyklejmy przy wybiegu!- powiedziała Dorotka.

-Czamu nie! Ja wytnę, a Wy klejcie, zgoda?- zapytała mama.

-Pewnie!- odpowiedziały dzieci.

-To może powieśmy jeszcze kurtynę?-

-Dobry pomysł! Zobaczcie, te stare zasłony będą świetną kurtyną. Jeszcze tylko po jednym drewnianym wysokim wieszaku prababci z każdej strony, przyczepimy do nich zasłonki i gotowe!-

Wybieg wygląda wyjątkowo. Nic tylko rozpocząć pokaz!

Co za udany dzień!

 

 

 

 

Złota Rączka: Abażur

W Złotej Rączce, w domku nad rzeką, mieszkały narzędzia. Wygodnie ułożone sypiały w drewnianej skrzynce. Bardzo się ze sobą przyjaźniły i zawsze służyły sobie wzajemnie pomocą. W domku mamy, taty, Tomka, Dorotki i ich zwierzaków ciągle było coś do roboty.

Dziś...

Lampa w pokoju rodziców wygląda jak zwiędłe drzewko. Dziś było jej już bardzo niemiło w starej pożółkłej osłonce. Zbuntowana nadęła się tak mocno, że wypaliła żarówkę i przestała świecić.

-Coś mi się zdaje, że trzeba by zrobić nowy abażur. Pomożecie? -spytała mama.

-Już się robi, przyniesiemy skrzynkę na pięterko!- odpowiedzieli Tomek i Dorotka.

-Halo, koledzy, idziemy na górę, trzeba podziałać na piętrze!-powiedziały ożywione narzędzia.

-To może zróbmy kuriozalny tekturowy abażur? Co wy na to? - spytała mama?

-Że co???-zdumiały się dzieci.

-Wymyślmy niezwykły abażur!- zaśmiała się mama.

-Taaaaak! Bomba plan! Tata będzie rysował i wycinał!-powiedzieli wszyscy zgodnie.

-Nożyk introligatorski i ołówek, wyskakujcie! Macie misję!-krzyknęły narzędzia.

-W takim razie wytnę glaucusa atlanticusa-zdecydował tata.

-Że co???-osłupieli Dorotka i Tomek.

-Niebieskiego smoka, który nie jest smokiem tylko ślimakiem-wytłumaczył roześmianym głosem tata.

-Ooooo, ale niesamowity ten smok nie smok!- zawołali wszyscy.

 -To ja chcę barszcz zwyczajny!-zdecydowała mama.

-Mamo, nie pora na obiad!-zareagowały dzieci.

-Hahaha, to nie zupa tylko roślina- odpowiedziała rozbawiona mama.

-Spójrzcie, tak wygląda. Tata na pewno da radę narysować na kartonie i wyciąć nożykiem!-

-Genialnie wygląda!-

-A mnie proszę narysować Tumnusa.-

-Co to jest Mnus???-

-Nie mnus tylko Tumnus- zaśmiał się Tomek.

-Tumnus wygląda trochę jak człowiek a trochę jak kozioł, zobaczcie - wskazał na bohatera z Narni.

-Ale ma fajne uszy! Tumnus na abażurze! Jupi!

-To teraz moja kolej. Ja chcę gwiezdnego zająca!-dodała Dorotka.

-Ach tak! To ten zając z gwiazd, którego ostatnio widzieliśmy na niebie! –odgadł Tomek.

-Niech będzie gwiazdozbiór zająca- zgodził się tata.

-Trzeba jeszcze tylko przykleić tekturę taśmą klejącą na druciki i gotowe!

-Dorotka sięgnij po taśmę i nożyczki- poprosił tata.

-Się robi!-

- Mamo, zmień żarówkę! Zapalmy światło!- Powiedzieli Tomek i Dorotka.

-Wow! To najbardziej kuriozalny abażur na świecie!-wykrzyknął Tomek i wszyscy wybuchnęli śmiechem.

Co za udany dzień!

 

Złota Rączka: Schron

W Złotej Rączce, w domku nad rzeką, mieszkały narzędzia. Wygodnie ułożone sypiały w drewnianej skrzynce. Bardzo się ze sobą przyjaźniły i zawsze służyły sobie wzajemnie pomocą. W domku mamy, taty, Tomka, Dorotki i ich zwierzaków ciągle było coś do roboty.

Dziś...

Dziś sobota! Tomek jadł śniadanie w takim pośpiechu, że zamiast buta chciał na nogę założyć kanapkę, a mleko przegryźć sznurówką. Na podwórku była zbiórka o dziewiątej. Chłopaki planowali coś w sekrecie i Tomek za nic w świecie nie chciał stracić ani chwili tego tajemniczego spotkania!

- O nie!! Zaczyna padać!! Co za chmury!! Nici z sekretnego spotkania naszej paczki!!-

Tomek zawiedziony padł na sofę z naburmuszoną miną.

-Teraz nic nie poradzimy, trzeba poczekać, aż przestanie padać. Ale po deszczu możemy zbudować ceratowo drewniany schron dla Waszej podwórkowej paczki, co Ty na to? - Zaproponował tata.

-No dobra…- odpowiedział  nadal zawiedziony Tomek.

-To my z mamą też pomożemy!- Powiedziała Kasia.

Zaraz po deszczu wszyscy wybiegli na podwórko. Mama przyniosła ceratę, a tata przytaszczył deski.

-Chyba o czymś zapomnieliśmy! Skrzynka! –Krzyknęły dzieci, biegnąc po narzędziowych pomocników.

-Ekipa, czas na nas! Idziemy popracować w terenie!- Wiwatowały narzędzia.

Dziś dla narzędzi to bardzo aktywny dzień! W ruch poszła prawie cała skrzynka! Śrubki, śrubokręt, młotek, gwoździe, poziomica, papier ścierny, metr, piła….Istny narzędziowy festiwal!

Po dłuższej chwili pracy w zespole schron z ceraty i desek był gotowy!

-Teraz może padać! Mamy schronik w dechę!- Wykrzyknął Tomek.

-Chłopaki! Do schronu! Znów się zachmurzyło niebo! Ale teraz się nie damy! Sekretne zebranie czas zacząć!-

Co za udany dzień!

 

1

Tuptuś i Kraina Tęczynek

Któregoś dnia ślimak Tuptuś postanowił powędrować do Krainy Tęczynek. Bardzo chciał zobaczyć to miejsce, gdyż słyszał o nim wiele niezwykłych opowieści. Potrzebował jednak rady swoich leśnych przyjaciół , ponieważ nie wiedział, jak tam trafić .

-Może sowa będzie wiedziała jak mi pomóc?-

Popełzal do starego dębu, gdzie sowa smacznie chrapała po bardzo pracowitej nocy.

-Droga sowo- krzyknął Tuptuś - przepraszam za tą niezapowiedzianą poranną wizytę, ale potrzebuję Twojej rady!-

-Słucham Tuptusiu-odpowiedziała pani sowa przecierając skrzydłami zaspane oczy.

-Chciałbym dostać się do Krainy Tęczynek. Jak mam to zrobić?-

-Hmm, wydaje mi się Tuptusiu, że najlepszym sposobem byłoby przefrunięcie na drugą stronę. Musisz kierować się w stronę wierzb kłaniających się rzece. Za nimi, według dawnych legend, znajduje się przejście do krainy, którą pragniesz odkryć.-

-Dziękuję za wskazanie mi drogi! Obawiam się jednak, że nie będę mógl się przedostać w ten sposób, ponieważ nie mam skrzydeł.-

-To prawda!- zmartwiła się pani sowa- Nie znam jednak innej metody...Być może nasz sąsiad zając miałby inny pomysł?-

Tuptuś, pragnący za wszelką cenę dotrzeć do celu, postanowił odwiedzić Hopsa. Po krótkim spacerze dotarł do jego nory. Zając był właśnie w trakcie porannego rytuału skoków przez grządki.

-Witam Hopsie-rzekł Tuptuś.-

-Dzień dobry Tuptusiu, co za miła niespodzianka. Co Cię do mnie sprowadza?-

-Wybieram się do Krainy Tęczynek, ale nie wiem, jak mogę się dostać na drugi brzeg rzeki.-

-To wspaniały pomysł chłopcze. Sprawa jest prosta. Wystarczy się dobrze rozbiec i mocno odbić od ziemi zaraz przy brzegu. Jeden sus i będziesz prawie na miejscu.-

-Ale jak tu się rozbiec, kiedy nie mam nóżek?- westchnął Tuptuś.-

-Karamba, nie znam innego sposobu na osiągnięcie celu! Być może jednak doświadczony podróżnik rzeczny, Świstak, będzie mógł Ci jakoś pomóc.-

-W takim razie zapytam Świstaka- odpowiedział Tuptuś ponownie ruszając w drogę.-

Docierając do brzegu rzeki napotkał Świstaka budującego tratwę na jego długie, rzeczne wyprawy.

-Świstaku!- zawołał ślimak.-

Ten z zaskoczenia dał nura pod wodę. Tuptuś zbliżył się do trzcin, po czym krzyknął:

-Potrzebuję rady! Nie wiem jak dostać się do Krainy Tęczynek!-

Świstak powoli wynurzył się z wody i odparł:

-Wskakuj do wody mój drogi. Kilka machnięć ogonkiem i łapami i będziesz na miejscu.-

-Och Świstaku, nie mam ogonka ani łapek! Jakże więc mogę przepłynąć rzekę?- 

-Do diaska, to prawda! Co by tu zrobić? Może dżdżownica Wierzgałka mogłaby Ci coś doradzić w tej sprawie? Mieszka tuż pod krzakiem borówkowym, kilka kroków stąd. Powodzenia! -krzyknął Świstak i ponownie zanurkował. 

Tuptuś nie dawał za wygraną. Ruszył dalej i chwilę później zobaczył drzewko borówek i Wierzgałkę robiącą slalomy między korzonkami krzewu.

-Wierzgalko, czy wiesz może jak dostać się do Krainy Tęczynek?-

-Pewnie! Wystarczy znaleźć kawałek miękkiej ziemi, przewiercić w niej dziurę łebkiem i kopiąc pod rzeką tunel przedostać się na jej drugi brzeg.-

Tuptuś podkurczył czułki.

-Nie dam rady wywiercić dziury. Ślimaki nie wiercą dziur w ziemi łebkami-powiedział zasmucony Tuptuś.-

-Co tu zrobić? Muszę znaleźć jakiś sposób na przejście przez rzekę!-

Słońce zaczynało zachodzić rzucając kilka ostatnich promyków w stronę rzeki. Jeden z nich musnął swym światłem rosnącą tuż przy brzegu pałkę, która koniuszkiem łodygi dotykała lilii wodnej.  Gałąź wierzby rosnącej na drugim brzegu sięgała białych płatków kwiatu.  Tuptuś powędrował wzrokiem w kierunku promienia, podszedł do trzciny, powoli zsunął się po niej na liść lilii, a z niego wspiął się na ugiętą gałąź drzewa.

Gdy jego leśni przyjaciele budzili się ze snu, a pani sowa wracała z nocnych łowów, Tuptuś docierał do celu swej wyprawy. 

Jeżyk samolub

Jak wiecie, kochane dzieci… Samoluby to bardzo, ale to bardzo niemiłe stworzenia. Gdy którego ś dnia  spacerowałam po lesie, podleciał do mn...