Któregoś dnia ślimak Tuptuś postanowił powędrować do Krainy Tęczynek. Bardzo chciał zobaczyć to miejsce, gdyż słyszał o nim wiele niezwykłych opowieści. Potrzebował jednak rady swoich leśnych przyjaciół , ponieważ nie wiedział, jak tam trafić .
-Może sowa będzie wiedziała jak mi pomóc?-
Popełzal do starego dębu, gdzie sowa smacznie chrapała po bardzo pracowitej nocy.
-Droga sowo- krzyknął Tuptuś - przepraszam za tą niezapowiedzianą poranną wizytę, ale potrzebuję Twojej rady!-
-Słucham Tuptusiu-odpowiedziała pani sowa przecierając skrzydłami zaspane oczy.
-Chciałbym dostać się do Krainy Tęczynek. Jak mam to zrobić?-
-Hmm, wydaje mi się Tuptusiu, że najlepszym sposobem byłoby przefrunięcie na drugą stronę. Musisz kierować się w stronę wierzb kłaniających się rzece. Za nimi, według dawnych legend, znajduje się przejście do krainy, którą pragniesz odkryć.-
-Dziękuję za wskazanie mi drogi! Obawiam się jednak, że nie będę mógl się przedostać w ten sposób, ponieważ nie mam skrzydeł.-
-To prawda!- zmartwiła się pani sowa- Nie znam jednak innej metody...Być może nasz sąsiad zając miałby inny pomysł?-
Tuptuś, pragnący za wszelką cenę dotrzeć do celu, postanowił odwiedzić Hopsa. Po krótkim spacerze dotarł do jego nory. Zając był właśnie w trakcie porannego rytuału skoków przez grządki.
-Witam Hopsie-rzekł Tuptuś.-
-Dzień dobry Tuptusiu, co za miła niespodzianka. Co Cię do mnie sprowadza?-
-Wybieram się do Krainy Tęczynek, ale nie wiem, jak mogę się dostać na drugi brzeg rzeki.-
-To wspaniały pomysł chłopcze. Sprawa jest prosta. Wystarczy się dobrze rozbiec i mocno odbić od ziemi zaraz przy brzegu. Jeden sus i będziesz prawie na miejscu.-
-Ale jak tu się rozbiec, kiedy nie mam nóżek?- westchnął Tuptuś.-
-Karamba, nie znam innego sposobu na osiągnięcie celu! Być może jednak doświadczony podróżnik rzeczny, Świstak, będzie mógł Ci jakoś pomóc.-
-W takim razie zapytam Świstaka- odpowiedział Tuptuś ponownie ruszając w drogę.-
Docierając do brzegu rzeki napotkał Świstaka budującego tratwę na jego długie, rzeczne wyprawy.
-Świstaku!- zawołał ślimak.-
Ten z zaskoczenia dał nura pod wodę. Tuptuś zbliżył się do trzcin, po czym krzyknął:
-Potrzebuję rady! Nie wiem jak dostać się do Krainy Tęczynek!-
Świstak powoli wynurzył się z wody i odparł:
-Wskakuj do wody mój drogi. Kilka machnięć ogonkiem i łapami i będziesz na miejscu.-
-Och Świstaku, nie mam ogonka ani łapek! Jakże więc mogę przepłynąć rzekę?-
-Do diaska, to prawda! Co by tu zrobić? Może dżdżownica Wierzgałka mogłaby Ci coś doradzić w tej sprawie? Mieszka tuż pod krzakiem borówkowym, kilka kroków stąd. Powodzenia! -krzyknął Świstak i ponownie zanurkował.
Tuptuś nie dawał za wygraną. Ruszył dalej i chwilę później zobaczył drzewko borówek i Wierzgałkę robiącą slalomy między korzonkami krzewu.
-Wierzgalko, czy wiesz może jak dostać się do Krainy Tęczynek?-
-Pewnie! Wystarczy znaleźć kawałek miękkiej ziemi, przewiercić w niej dziurę łebkiem i kopiąc pod rzeką tunel przedostać się na jej drugi brzeg.-
Tuptuś podkurczył czułki.
-Nie dam rady wywiercić dziury. Ślimaki nie wiercą dziur w ziemi łebkami-powiedział zasmucony Tuptuś.-
-Co tu zrobić? Muszę znaleźć jakiś sposób na przejście przez rzekę!-
Słońce zaczynało zachodzić rzucając kilka ostatnich promyków w stronę rzeki. Jeden z nich musnął swym światłem rosnącą tuż przy brzegu pałkę, która koniuszkiem łodygi dotykała lilii wodnej. Gałąź wierzby rosnącej na drugim brzegu sięgała białych płatków kwiatu. Tuptuś powędrował wzrokiem w kierunku promienia, podszedł do trzciny, powoli zsunął się po niej na liść lilii, a z niego wspiął się na ugiętą gałąź drzewa.
Gdy jego leśni przyjaciele budzili się ze snu, a pani sowa wracała z nocnych łowów, Tuptuś docierał do celu swej wyprawy.
No hay comentarios:
Publicar un comentario